Dostałem miłością w twarz

Niby banalne pożegnanie. Każdy mówi od siebie, dziękuje. Patrzę na uśmiech ks. Luigiego, na łzy Dino. Więcej już ich nie zobaczę. Wiem o tym. Bartek, ale ten uczuciowy frajer, ściska mnie za gardło. Ciężko powiedzieć jedno zdanie. Wsadza palce w moje oczy. Jestem odporny na ból, jednak łzy same lecą. Wyglądam jak mazgaj. Major whipper. Nie ma szarości, serce oczyszczone z brudu sztuczności. Z dumnego twardziela zamieniam się w chłopca. Tak działa świętość. Świętość Luigiego.

Świętość jest wykuwana w miłości. Trzeba czasami mocno przywalić miłością, aby świętość nie była tylko powierzchowna lecz całościowa. Świętość hartuje wspólnota.

Miłość jest uniwersalnym językiem, nie potrzebuje słów. Kto raz oberwał bezwarunkową miłością ten zaczął żyć inaczej. Muszę przyznać, że ks. Luigi to niezły zawodnik. Potrafi mocno przywalić tą miłością.

 

Wpis z 1 maja 2012r. Ks. Luigi jest proboszczem parafii w Tabiago, niedaleko Mediolanu. Całe spotkanie było spowodowane wyjazdem wolontariuszy misyjnych na rekolekcje śladami św. ks. Jana Bosko.

Dopiero teraz zamieszczam ten wpis, bo przez cały ten czas biłem się z myślą czy mogę tak się otworzyć przed Tobą drogi czytelniku. Podjąłem decyzję, że zamieszczę. Chcę, żebyś mnie poznał przed wyjazdem na misje. Ocenił, jak się zmieniłem, kiedy już wrócę z misji.

 

Bartku, niestety nie będę mogła pożegnać Cię osobiście przed Twoim wyjazdem na misje.
Ale będę się modlić, byś zawsze wpatrywał się we wzór miłości..

Ściskam Cię mocno! (również w najbliższą nd. przez przedstawiciela naszej rodziny ;-) )

ps. Jestem pewna, że Pan Bóg szykuje dla Ciebie coś niesamowitego!

Leave a Reply


dziewięć + = 16