Wujek Różaniec 27.09.2012

Szczypta trudu, garść nasion nadziei. Zalać salezjańskim systemem prewencyjnym ks. Bosko. Ucierać, ucierać. Aż zostanie ubita twarda konsystencja. Piec w miłości, w gorącej temperaturze. Rzadko kiedy wychodzi zakalec. To jest przepis na świętego w duchu salezjańskim. Szkoda nie skorzystać. Nie każdy może sobie pozwolić na wszystkie artykuły do przepisu. Trzeba korzystać z tego co się ma. Z miejsca gdzie przebywasz. Uganda. To nie przepis na chłopców z CALM.

Uganda to przepis na mnie.

Plastikowe różańce, które dostałem w SOMie kazały się świetnym pomysłem. Mówiłem chłopcom, jeżeli ktoś chce różaniec niech przyjdzie do mnie. Nie pamiętają mojego imienia. Z szacunku zwracają się per wujku. A kto słabo zna angielski używa głównie rzeczowników. Zmieszać to wszystko i ze zwrotu: wujku, różaniec; powstaje: wujek różaniec.

Pierwszaki jak dostały różaniec od razu zabrały mnie do kaplicy. A ja nawet nie znam Zdrowaś Maryjo po angielsku. Zaczynam Hail Mary, chłopcy kończą. Po wyjściu z kaplicy dwóch chłopców łapie mnie za dłonie. Dwóch innych się przytula. Każdy facet pęka w takiej sytuacji. W gardle staje mi ość czułości. Oczy zaczynają się pocić. Nie przez klimat.

Kim jestem? Kim będę jak wrócę z misji? Czy potrzebuję czerwonej afrykańskiej ziemi do ociosania mojego serca?

Leave a Reply


− 5 = dwa