Curriculum Vitae 23.10.2012

Bartłomiej Ciok. Urodzony 7 lutego 1986 roku w Siedlcach. Wykształcenie: Podstawowe rodzinne; Gimnazjalne i Licealne Harcerskie; Uniwersytet Największych Zmian Życiowych -licencjat z szukania własnego ego, magister z nawrócenia nie ukończony… Kursy: wymuszony kurs pokory oraz kurs cierpliwości. 30 minutowy kurs cierpliwości.

To już drugi dzień szkolenia z zakresy pracy socjalnej. Głównym tematem był seks. W Ugandzie, tak samo jak w Polsce, kiedy nauczyciel mówi o seksie, to nawet i 30-latkowie się śmieją. No i co z tego, że omawialiśmy problemy przedwczesnego współżycia? Była mowa o seksie, więc musiała być kupa śmiechu. To taka zasada.

Paul chce omówić sytuacje jednego chłopaka z misji. Kiedy wymawia jego imię atmosfera gęstnieje, że łyżką panie nie zamieszasz. Chłopak ma teraz 7 lat, ale w wieku 5 został ocalony od matki alkoholiczki. Ocalony to nie przypadkowe słowo. Zmiany w psychice są widoczne do dzisiaj. Ale o tym za chwile.

Matka chłopaka była wieczne pijana. Zabierała małego do baru, gdzie tam codziennie jakiś facet, za każdym razem inny, upijał kobietę i razem w trójkę wracali do domu. W chatce chłopaczek był nieraz świadkiem jak jego mama uprawia sex z nieznanymi mężczyznami. Dzięki jednemu salezjaninowi chłopak został zabrany matce i znalazł schronienie w Don Bosco Children and Life Mission, w której pracuję.

Chłopaczek niby niczym się nie wyróżnia od innych. Jedynie jest trochę mniejszy, chudszy i uczy innych chłopców jak się całować. „Ty będziesz mamusią, a Ty tatusiem”- powiedział do chłopców. Jeden z wujków zauważył całe zajście i zareagował. Długa rozmowa z owym chłopcem. Teraz baczne przyglądanie się. On ma 7 lat. Co będzie gdy zacznie dojrzewać? Przeraża mnie ta myśl. Zaczyna do mnie docierać, że nie służę tylko na misji. Ta misja jest również placówką dla chłopców ulicy. Taki już charakter tego miejsca. Że też naszemu Jankowi Bosko chce się tym wszystkim opiekować…

Spoglądam na komórkę. 12.37. Jestem już spóźniony z lunchem dla chłopców z podstawówki. Wstaje od ławki i wychodzę ze szkolenia. Muszą zrozumieć, że chłopcy nadal są moim obowiązkiem i priorytetem. Słońce wałkuje moją skórę. Zbita, wysuszona i nadal nieczarna zaczyna charakteryzować mnie na Clinta Eastwooda. Nie mam okularów, mrużę oczy. Wypisz wymaluj wyglądam jak z filmu „Good, bad and ugly”.

Biorę kluczyki. Odpalam wehikuł. Niebieski pick-up jedzie ratować zgłodniałe żołądki chłopaków z Primary School. Jedna z nauczycielek wspomniała w rozmowie z Paulem, że dla niektórych chłopców nie starcza lunchu. To nie możliwe pomyślałem. 2 ogromne gary i jeden duży wypełnione białą kisielową mazią nazywaną „porycz”. To jest ich lunch. Ale dla każdego starcza nawet po 2 kubki. Ogłosiłem zatem na wczorajszym słowie na dobranoc, że każdy musi mieć swój kubek. Własny. Kto nie będzie miał, nie je. Twarda zasada, ciekawe jak wyjdzie w praniu? Większość chłopców nie ma kubka. Nie dlatego że nas na to nie stać. Każdy dostał osobiście kubek kilka miesięcy temu. Chłopcy mają talent do niszczenia i gubienia rzeczy. W Europie taka zasada jest nie do zaakceptowania. Welcome to Africa. Nie wszystko pojmiesz.

Jestem pełen obaw. 13:06. Jestem na miejscu. Chłopcy bardziej z dystansem do mnie. Cwaniaki. Podają sobie kubki. Toruje drogę do poryczu

-Masz brudny kubek, jadłeś z niego. Na dokładkę musisz poczekać, aż inne czyste kubki wezmą porycz.

Chłopak komentuje w luganda moje zachowanie. Nie rozumiem co mówi. Inni się śmieją. Z komentarza w moim kierunku.  Jest mi trochę przykro.

 

 

Kiedy już widzę, że chłopcy gdzieś umyli kubki i udają, że nie dostali poryczu, a czystych suchych zezwalam wszystkim na dokładkę. Jak wyjść teraz z tego tłumu? 30 minutowy kurs cieprliwości…

Leave a Reply


− jeden = 6