Bracia, których nigdy nie miałem 20.11.2012

19 listopada. Członkowie 7 klasy szkoły podstawowej(P7) skończyli tydzień temu egzaminy. Jutro wielu z nich wyjedzie do rodzin. Najczęściej dalszych. Nie wiem czy ich zobaczę więcej. Ich edukacja podstawowa zakończona. Wieczorna modlitwa. Słówko na dobranoc. Przypominam sobie ks. Twardowskiego. Chcę coś powiedzieć.

- To miejsce was kocha i czeka na was. Tak samo i ja. Jesteście braćmi, których nigdy nie miałem.

Błogosławieństwo. Każdy rozchodzi się do swoich obowiązków.

20 listopada. 6.30. Zasypiam na pobudkę chłopców. Mój grzech główny pracy na misji.  Myję zęby. Ruchami okrężnymi. Tak jak pani w szkole uczyła. Będę się dzisiaj uśmiechał. Tak postanowiłem. Więc i zęby chcę białe z rana.

Na mszę też się spóźniam. Załapuje się na modlitwy jutrzni. Czyli czytania i ewangelia przede mną. Dobrze. Na czytania wstaje brat Robert. A to zdziwko! Brat Robert pochodzi z Indii. 93 lata na karku schylają jego głowę w dół. Dlatego podpiera się laską. Jeżeli dożyje jego wieku to będę się podpierał chyba 2 laskami. Ale innymi. Jak na swój wiek brat Robert świetnie się trzyma. Msza bez śpiewów. Brat Robert nie przepuszcza na Alleluja. Zaczyna ją śpiewać. Bez fałszu! Melodia gregoriańska. Dźwięki zapraszają endorfinę do tańca. W Ugandzie są 4 rodzaje bananów. Zielone matooke, żółte, małe żółte oraz te na twarzy Bartka. Taki się pojawił na Alleluja.

Po mszy jestem zaganiany do różnych obowiązków przez ks. Jean-Marie. Komputer zepsuty, drukarka zacięta, dla Bartka żadna to udręka. Tylko co kończę pracę ze sprzętem ks. wysyła mnie na zakupy. Angela trzyma listę. Dużo tego nie ma, ale spoglądając na listę już wiem, że będę musiał trochę się nadźwigać.

Podchodzę z ciocią Angelą do samochodu z anansami.

-Po ile? – pyta Angela

-5 tyś.- opowiada sprzedawca

Kosztowne. Kupujemy tylko 3. Jak nam wystarczy pieniędzy kupimy więcej. Po 15 minutach wszystko mamy. Trochę pieniążków zostało. Ja zostaje z zakupami w samochodzie. Pilnuje. Angela idzie sama po ananasy. Przynosi 5.

-Po ile je kupiłaś?- pytam.

-Po 2 tyś.- odpowiada

Ceny wzrastają bardzo szybko kiedy widać w pobliżu muzungu.

Wracamy. Twarda droga podrzuca nasz samochód. Promienie słoneczne nie pomagają. Niebieski piekarnik na kółkach. Jak będę jeździł w takie słońce, wystarczy dodać trochę przypraw i oto muzungu w sosie własnym.

Na drodze widzę kilku chłopaków z P7. Zapomniałem! Jadą do domu. Niosą bagaże ze sobą. Nawet z nimi się nie żegnałem. Zatrzymuje samochód przy każdym.

-Uważaj na siebie. Będę tęsknił. Z Bogiem!- to moje słowa.

Tęsknie… Już za zakrętem. Czuję, że nigdy ich już nie spotkam. A tutaj tylko takie skromne pożegnanie. Przełyk staję się… cięższy… węższy… Oczy się pocą.

 

 

Szukamy jej chwilowych przyjemnościach. W portalach randkowych. W klubach i głośnej muzyce. W dalekich podróżach. W walentynkach. I tak szukamy, szukamy. Jak ją znaleźć? Miłość oczywiście. Kiedy za radar ma się własnego ego, nigdy nie odnajdziemy rubinowej miłości. Jedynie plastik i szkiełka.

Jezus nie po to mnie posłał abym odnalazł błyszczący plastik. Jezus nie cierpi tworzyw sztucznych. Całun turyński z nylonu nie jest… Dusza każdego z nas dziergana z aksamitu czystości i jedwabiu miłości. Nie wiem jak On to robi. Wiem tyle, że doświadczenia misyjne zrywają ze mnie kiczowaty, brudny plastik. Zostaje nagi. Ale tylko na chwile. Kubeł zimnej wody. Otrząsam się. Oczyszczam. W momencie niespodziewanym, w ulotnej chwili On ubiera mnie. Poprawia mi krawat. Kładzie ręce na moich ramionach, abym poczuł odpowiedzialność. Patrzy prosto w oczy. Milczy. Uśmiecha się…

Chłopcy ulicy z Namugongo to moja nowa szata. Mój elegancki garnitur. Dzięki niemu, będę mógł siedzieć przy stole obok Pana. I będę się weselił razem z Nim. Wierzę, że to będzie. Łzy tęsknoty za chłopakami z P7 są potwierdzeniem.

 

„Starajcie się zostawić ten świat choć trochę lepszym, niż go zastaliście.” –gen. lord Robert Baden-Powell, twórca skautingu

 

 

Rewelacyjne są te Twoje wpisy, dają do myślenia:))
A sposób w jaki piszesz „wciąga” tak,że ma sie ochotę przeczytać coś jeszcze a tu już koniec notki;)Jak wrócisz to koniecznie pomyśl o książkowej wersji bloga:)Chętnie zainstaluje ją na swojej półce z książkami :D

Cytat B.P na koniec to idealna puenta całego wpisu:)
Powodzenia Bartek!!:)

To co opisujesz to taka niezwykłość zwykłych chwil w niecodziennym środowisku (trochę zagmatwane, ale tak się to odbiera). Wypatrywanie śladów Boga w każdej minucie i sekundzie, co zdaje się współcześnie niewykonalne. Danie się wykuć na nowo, niekoniecznie po swojej myśli, co też do łatwych zadań nie należy ;-)
Co do chłopaków, którzy skończyli szkołę, może głupio to zabrzmi ale wydaje mi się, że dobrzy ludzie zawsze pozostawiają po sobie ślad w życiu innych, jakieś dobre wspomnienie. To że ich nie zobaczysz, to nic – zapamiętają Cię a Ty możesz być z nimi przez modlitwę ;-) PAX!

Bartek, poruszyło mnie, dogłębnie… szczególnie ostatnie zdania i cytat.
serdeczności :)
Aga

„Jezus nie cierpi tworzyw sztucznych”. Te zdanie zapamiętam…:-)

Trzymaj się mocno!!!

Leave a Reply


7 + = trzynaście