El instrumento debil – koniec relacji

Najwięcej czasu spędzam na czekaniu. Aż weźmie mnie do ręki i poświęci mi 15 minut swojej uwagi. Bartek niestety zbyt rzadko to robi. A jestem dla niego taki otwarty. Oferuję mistyczne doznania i mądrość. W końcu jestem Pismem Świętym.

Słyszę rozmowę z samego rana:

-Wstajemy, jest 7.30- mówi Maciek

-Jest 6.30, nie przestawiłeś zegarka. Mamy mnóstwo czas. Ja jeszcze idę spać- odpowiada Bartek

I tak zaspali. Kiedy Bartek i Maciek trzymają się razem, to na pewno coś się zdarzy śmiesznego i niespodziewanego. To tak jakby umyślnie dzielić przez 0. Kasia już na nich czeka ze śniadaniem. Mimo, że leżę na półce w pokoju na pierwszym piętrze słyszę jak otwierają się drzwi. Znajomy głos. To Krzysiek. Ten co nas woził swoją limuzyną. Mimo, że to bardzo stary samochód i do tego model dla mieszczuchów nie bez powodu nazwałem go limuzyną. Lewe tylnie drzwi otwierają się tylko od zewnątrz. Krzysiek godnie wywiązywał się roli szofera i kiedy był koniec podróży otwierał pasażerowi drzwi z uśmiechem, albo ze śmiechem. Wracając do przybycia Krzyśka.

-Przywiozłem szampon- oznajmił.

Szampon. Rzecz, którą każdy niby ma w domu. Ksiądz jednak powiedział chłopakom, że wszystko będzie na miejscu. Dlatego spakowali się tylko w plecaki szkolne.  Nie mając tak na prawdę nic. Tak też robili apostołowie. Głosząc Ewangelię nie brali niczego ze sobą.

Razem z orędziem o szamponie bez pardonu wpada radość. Siada obok domowników i gości się do końca śniadania.

Słyszę rumor podczas pakowania. Bartek bierze mnie do plecaka. Nic nie widzę, mało też słyszę.

Jest godzina 18. Bartek wyjmuje mnie z plecaka i idziemy do kościoła na adorację. W końcu, no w końcu bierze do ręki i zaczyna czytać.Natrafia na fragment Ewangelii wg św. Jana 9 rozdział. To jest Ten fragment, na tą chwile.

<Jezus> przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?”  Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata”. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloam” – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?” Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”.

Warto było czekać cały dzień aby spełnić swoje zadanie. Po to jestem. Taki swoisty blog Pana Boga. Czytając mnie poznajesz Jego. Poznając Jego, poznajesz bardziej siebie.

Więcej relacji ze Coventry zamieścić nie mogę. Zniszczy to efekt rekolekcji o takiej samej tematyce dla naszej wspólnoty. Treść musi być niespodzianką dla ucztesników.

Zastanawiasz się dlaczego tytuł tej relacji to „El instrumento debil”? Otóż podczas sobotniej mszy świętej ks. Tomek wspomniał o tym, że my katolicy wypełniając przykazania jesteśmy takimi los instrumentos debil, z hiszpańskiego – słabymi narzędziami. Często się modlę abym był narzędziem w rękach Pana Boga. Po hiszpańsku jednak to o wiele ładniej brzmi. Przypadło mi to tłumaczenie do gustu. El instrumento…

…debil. W końcu każdy z nas jest słaby ;)

Jak dla mnie – mega!

Super ;)

Leave a Reply


dziewięć − = 3