Chciałbym mieć rodzinę 1.01.2013

Emocjonalna cytryna. Kwasi moją minę. Oczy zaczerwienione, gorzki posmak w ustach. Tak się czuje wolontariusz, który spędził sylwestra sam. Przed komputerem, do trzeciej w nocy. Była muzyka. Chłopcy ponoć tańczyli. Ja nie miałem nastroju. A teraz trzeba się zwlec z łóżka i zacząć radośnie Nowy Rok mszą o 9:00.

Czekam na rozpoczęcie mszy. Siedząc w kościelnych ławkach przysypiam. Nie ja jedyny. Nadal jednak wstydzę się tego. Kilka minut po 9 rozpoczyna się liturgia. Chłopcy mało udzielają się w śpiew. Zupełnie jakby wczoraj był Sylwester i byli przez to zmęczeni… Ja chcę śpiewać. Dwutygodniowa angina mi nie pozwala. Msza w moim mniemaniu się dłuży. Wzbieram się w sobie. Wytrzymam. Ks. Jean-Marie błogosławi na zakończenie. Wychodząc widzę 19-letniego Simona. Chciał ze mną wczoraj porozmawiać. Ciekawe co stanęło na przeszkodzie. Podchodzę do niego i zagajam rozmowę.

Pamiętam nasza konwersacje sprzed 3 dni. Zaczepiłem go, kiedy wzrok miał utkwiony w pochmurne niebo. Wtedy mi wyznał jak się znalazł w CALM. Jego ojciec zabił matkę. W tym momencie Simon stracił obojga rodziców. Ojciec został osadzony w więzieniu. Simon praktycznie został sierotą. W 2008 roku jego ojciec zmarł podczas odsiadki. Od tamtego momentu nie ma rodziców. Dalszej rodziny nie zna.

- Simon, co się stało? Mieliśmy wczoraj porozmawiać. Czekałem 20 min. na Ciebie.

- Kiedy ja grałem w nogę, ktoś mi ukradł buty. Zorientowałem się jak mieliśmy się spotkać.

Biedak. Dosłownie. Nie dość, że go rabusie nie oszczędzali po powrocie z Rwandy, to jeszcze ktoś się odważył podkraść jego ostatnie buty. Spoglądam w dół. Na mszę przyszedł w klapkach. Moje nozdrza wyłapują zapach upokorzenia. Spuszczony wzrok Simona. On jeszcze bardziej „radośnie” rozpoczął Nowy Rok niż ja. Gdybym miał posturę Simona, albo on mój temperament buty nie zostały by skradzione, lub znalazłyby się w 2 sekundy. Młodzieniec wygląda na mój wiek. Bardzo szeroki w ramionach, umięśniony. Kto był na tyle głupi, żeby czmychnąć jego jedyne buty?

Simon zaczyna się żalić. Według niego nic nie ma sensu. Żaden z wujków już się nim nie interesuje. Uwaga skupiona tylko na najmłodszych. Kiedy pracował jeszcze wujek Wandera, ten próbował odnaleźć krewnych Simona. Sam Simon nie ma możliwości.

- Chciałbym Tobie jakoś pomóc, ale jestem muzungu. Nawet nie wiem od czego zacząć.

- Wujku rozumiem. Nie wymagam tego od Ciebie. Po prostu chciałbym mieć rodzinę. A jej nie znam. Gdyby mój ojciec żył i wyszedł z więzienia to chciałbym go odwiedzać. Mógłbym nawet po szkole zamieszkać z nim. Wybaczyłem mu. To w końcu mój ojciec.

Dociera do mnie jak sieroty spragnione są rodzinnej miłości. Nawet te dorosłe, jak Simon. Czy ja byłbym w stanie wybaczyć mojemu ojcu, gdyby zabił moją matkę? Inny świat. Nie potrafię tego ogarnąć. System przeciążony.

-Nie wiem co robić –kontynuuje Simon – Nie wiem gdzie mam pójść. Nie wiem co na mnie czeka tam na zewnątrz, kiedy w końcu opuszczę CALM.

Nic tak nie rujnuje człowieka wewnętrznie jak ciągła niepewność. Wiem to z własnego doświadczenia. Staram się postawić w jego sytuacji. Nie potrafię. Nie potrafię mu nic doradzić. Sposób myślenia i nastawienie do świata, przez doświadczenia z dzieciństwa, czynią Simona nomadem. Z tego co mówił wcześniej, pamiętam, że CALM jest teraz jego domem. Ale przychodzi czas kiedy człowiek opuszcza dom i rusza, aby ukształtować dojrzałość. Dlaczego jednak mam przeświadczenie, że Simon już osiągnął dojrzałość?

- Jedyne co teraz mi przychodzi do głowy – dziele się pomysłem – to mogę Ciebie wesprzeć modlitwą. Nawet teraz. Ona nas przybliża do Boga. Kiedy jesteśmy bliżej Niego wszystko wydaje się łatwiejsze. Chcesz się pomodlić?

-Tak…- odpowiada, tak cicho jak tylko można. Jego wzrok utkwiony w podłogę.

Klękamy. Kładę lewą rękę na jego ramieniu. Drugą otwieram i podnoszę. Pierwszy raz modlę się wstawienniczo po angielsku. Słowa bardzo szybko przychodzą mi na myśl.

„Panie Boże. Nasz Stwórco. Jesteś miłością nieskończoną, która sama dla siebie nie potrafi być. Dlatego stworzyłeś nas, z miłości. Aby się dzielić sobą, obdarzając tym co najpiękniejsze. Wierzę Panie, że jesteś Wszechmocny i Sprawiedliwy. Twoje miłosierdzie nie zna granic. Panie wychwalam Ciebie w tym momencie i chcę Ciebie wychwalać w każdym momencie mojego życia. Błogosławię Ciebie.

Nasze imiona są wyryte na Twoich dłoniach. Nawet jeżeli matka zapomni o swym dziecku, Ty nigdy nie zapomnisz o nim. Proszę Ciebie, daj odczuć Simonowi, że nie zapomniałeś o nim. Że nadal jest twoim synem i go kochasz miłością szczególną. Daj mu odpowiednie Łaski, aby pokonywał trudności życiowe. Aby doznał miłości i spełnienia. Panie nie patrz na nasze grzechy lecz na naszą wiarę. Wierzę, że jesteś Wszechmocny i możesz wszystko. Twoje dziecko Ciebie potrzebuję bardziej niż kiedykolwiek.

Panie Jezu! Nazwałeś nas swoimi przyjaciółmi i umarłeś na krzyżu w imię miłości. Przyjdź, proszę. Powierzam Tobie życie Simona. Wszystkie jego rozterki, problemy, zawahania, smutki, radości, ciało i duszę. Rób z tym co chcesz, bo wiem, że Ty zatroszczysz się jak nikt inny o Simona. Powiedziałeś, żeby przyszli do Ciebie wszyscy, którzy są utrudzeni, a Ty ich pokrzepisz. Oto jesteśmy. Nie chcemy, aby te problemy były naszymi problemami. Wiem, że weźmiesz je ochoczo, bo jesteś najlepszym Przyjacielem, a Twoje Najświętsze Serce jest czystą miłością.

Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu.”

Simon się trzęsie. Z płaczu. Mi też płyną łzy, ale jednocześnie się śmieję na głos. Podnoszę go z kolan i przytulam. Klepię po plecach.

Nie wiem co będzie dalej. Nie wiem co Simon będzie robił w przyszłości. Nie wiem gdzie pójdzie. Jednak ja też miałem takie momenty w życiu. Zawierzyłem swoje życie Bogu. Teraz mam swoją drogę. Teraz jestem szczęśliwy. Wierzę, że to samo czeka Simona. Oby tylko się nie poddawał…

Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga i po raz kolejny wzruszyłam się czytając notkę… Pamiętam w modlitwie o Tobie i o Twoich chłopakach..:)

Piękne.. Dobrego 2013 Roku. Niech każdy dzień tego roku będzie również pełen niesamowitych chwil i odkryć

Piękna modlitwa. Chwała Panu!

Leave a Reply


3 − jeden =