Powroty, a klocki Lego 14.01.2013

Nie zrozumiesz w pełni jak Tobie zależy na czymś, dopóki tego nie stracisz. Słonce jest jasne, woda mokra, a prawda oczywista. Potrzebujemy tracić. Mamy to wpisane w drogę do człowieczeństwa. Pycha i egoizm wmawiają, że to co mamy, to już jest nasze, na zawsze. Myślimy, że zasłużyliśmy. Nic bardziej mylnego. Tracić, to wzrastać w pokorze. Tracić, to zyskiwać świętość.

Gdy ciało ma mniej krwi, wtedy spowalnia. Chłopcy z Namugongo to bulgocząca krew dla misji. Dostarczają tlen, czynią miejsce żywszym. Przez okres wakacji CALM zwolniło tempo, kiedy większość wyjechała do swoich krewnych. W misji zostały tylko sieroty i odpowiedzialni za farmę. Około 60 osób. Dla mnie to zdecydowanie za mało. Mimo że odczuwało się pustkę, to pracy było więcej. To pozwalało mi mocno nie tęsknić za tymi, którzy wyjechali.

To już ten dzień! Dzień powrotu. Z uczniami klasy siódmej nie widziałem się prawię 2 miesiące. Ciekawe, jak teraz wyglądają? Podekscytowanie z wytrwałością Foresta Gumpa zaczyna biegać w mojej głowie. Pociąga za sobą wszystkie myśli. Nie mogę się na niczym innym skupić. Nie usiedzę w jednym miejscu. Muszę ich zobaczyć!

Wychodzę z domu wspólnoty. Duszno, gorąco. Żadnej chmury na błękitnym niebie. Staję. Zamykam oczy i mocno wciągam powietrze. Lato. Przypomina mi się lato. Dokładniej powroty z obozów harcerskich. Za każdym razem był taki sam skwar. Dom. Pozasłaniane okna, co by zimniej było w mieszkaniu. Tęskniący rodzice… Mam wrażenie, że teraz role się odwróciły. To ja czekałem z utęsknieniem na chłopców.

Pierwszego widzę Ronalda, co chciał, żebym nauczył go samoobrony. Na werandzie siedzi Andrew. Urwis, co próbował użyć nóż jako linijki. Moja twarz doznaje skurczu policzków. Radość rozciąga moje usta aż do uszu. Uśmiech szeroki jak niemieckie autostrady. Nie mogę się opanować. To jedni z pierwszych. Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo ich brakowało.

Moje serce zbudowane z klocków Lego. Miliony cegiełek nadają kształt, za którą idzie treść. Czasami serce się rozsypuje, ale później Jezus pomaga mi je złożyć. On to ma głowę. Pamięta cały układ. Siada razem ze mną na podłodze i składamy na nowo. Często się sprzeczam.

- To nie tak. Powinno mieć inny kształt- wymądrzam się.

- Wiem jaki kształt będzie najlepszy dla Ciebie. Jednak to twoje serce. Decyzja należy do Ciebie.

Dzisiaj odkryłem, że chłopcy z Namugongo to najgrubsze klocki. Stanowią teraz fundament mojego serca. Kiedy znowu się rozsypie oni będą podwaliną do zbudowania nowego. Szczęście i spełnienie dają odczucie, że obecny kształt jest prawidłowy. Potrzebuje tylko spojenia.

A co na to Jezus? Teraz go nie widzę. Mam nadzieję, że poszedł pożyczyć superglue od Ducha Świętego…

Hmmmm…. napisałam już jedną wiadomość, ale mi się skasowała, zanim zdążyłam ją tu umieścić, to normalne u mnie. ; ) Być może wcale nie powinno się tu pokazać to, co chciałam napisać, więc powtarzać tamtych słów nie będę. Życzę Ci po prostu wielkiej odwagi, wytrwałości i zaufania Panu Bogu wbrew wszystkiemu. Bądź dzielny, dobry człowieku! : )

od jakiegoś czasu modlę się za Ciebie…dzisiaj w Katolickim Radio Podlasie mówiło sie o Tobie….ks.Tomek mówił….spij dobrze …wypoczywaj…błogosławionej nocy…

Dobroć Boża nie zna granic..Podziw! Cieszę się i dziękuję Bogu że mogłam trafić na ten blog, bo myślałam, że wyjazd młodej osoby na misje jest raczej mało realny, a tu się dowiaduje, że wystarczy zaufać Bogu i spełniać pragnienia serca, marzenia..Dla Boga nie ma nic niemożliwego!

Leave a Reply


6 − = trzy