Bashobora inda hałs 18.01.2013

Afryka dzika. Czasami mnie strasznie denerwuje. Mam tutaj takich delikwentów, że kiedy tylko myślę o potrzebie rozmowy z nimi, to krew mnie zalewa. Anthony… 13 lat na karku. Wiek niepozorny, a jednak. Potrafi wydobyć ze mnie wszystko to, co najgorsze. Kiedy odwraca głowę i nic nie mówi, to moje zęby ścierają się ze złości. Mówię ciszej, głośniej. Tłumaczę, pytam. Nic. Głowa odwrócona i zero kontaktu. Wchodzę z nim kontakt wzrokowy. Natychmiastowo odwraca twarz w drugą stronę. Mamo wybacz! Robiłem podobnie jak byłem młody… Teraz wiem jaki to działa na nerwy. Na prawdę. Temperament mówi mi, że przy takim zachowaniu dobrze go strzelić w czerep, to chłopak przestanie się zachowywać jak pępek świata. Domaga się zainteresowania – podpowiada zmył wychowawczy. Nie zawsze jest taki. Zachowuje się tylko wtedy jak coś wymagam od niego.

Wujek Nyerere obiecał, że weźmie mnie na modlitwy charyzmatyczne. Minęły 4 miesiące i jak dotąd nic. Jestem ciekaw czy w Ugandzie takie spotkania wyglądają podobnie jak w Polsce. W końcu nadszedł ten dzień. Dzień, w którym będę uczestnikiem modlitw. Wraz z Suna i Anthony… Tym Anthony… Nyerere nie jedzie z nami. Zostaje na polecenie ks. Ryszarda. Obowiązki. Dlaczego Suna i Anthony też jadą? Potrzebują modlitwy. Pochodzą z rodzin, gdzie najbliżsi uprawiali szamanizm. Teraz ich dzieci są dręczone i mają problemy duchowe.

Do CALM przyjeżdża boda-boda, czyli taksówka- motor. Suna wsiada ochoczo. Anthony… Anthony stoi frontem do motoru, ale głowę ma skierowaną w prawo. Jak słup soli. Zamiast kawy z rana wystarczyłby mi on. Naturalne podniesienie ciśnienia. Stoicko spoglądam na niego, ale z uszu uchodzi niewidzialna para.

-Anthony, idziemy – głos mam jeszcze spokojny, ale wewnętrznie mnie rozsadza – Anthony?

Biorę go za rękę i delikatnie ciągnę w stronę motoru. Ani drgnie. Ciągnę go w przeciwną stronę. To samo. Trudno. Nie przyszedł Mahomet do góry, to przyjdzie góra do Mahometa. Biorę go pod pachę i wsadzam na boda-boda.

Dojeżdżamy na miejsce. Bazylika Świętych Męczenników z Ugandy w Namugongo. Przy wejściu policja z bramką do wykrywania metalu. Zapowiada się huczna impreza. Z banerów które są porozwieszane po całym placu odczytuje, że jest to zjazd krajowy wspólnoty Odnowy Charyzmatycznej. Rozglądam się. Na moje oko 3 tysiące osób. Imponujące zważając, że to zjazd trwający cały tydzień.

Suna znika w tłumie. Anthony z chłodem, niczym robot prowadzi do miejsca, gdzie zawsze siadają z wujkiem Nyerere. Co robi zdrowy facet na wolności, który był zamknięty w ośrodku z 200 chłopakami na dłuższy czas? Oczywiście, że nie ogląda się za płcią piękną tylko idzie zobaczyć Najświętszy Sakrament wielkości koła od samochodu. O!

IMG_4491

Czekam na mszę. Przyznam, że trochę się nudzę. Konferencja ks. biskupa jest w luganda. Nic nie rozumiem prócz znajomego zawołania:

- Alleluja?! – krzyczy ks. biskup.

- Amen, Alleluja! –odpowiadają wierni.

Też wtedy krzyczę. A co mi tam. W końcu to biskup. Raczej herezji nie sieje.

Od strony bazyliki schodzi afrykański ksiądz. Znajoma twarz, jednak przypomnieć sobie nie mogę skąd ją znam. Lekko się uśmiecha i kieruje w moją stronę. Dlaczego akurat do mnie? Może dlatego, że w porównaniu do Ugandyjczyków ja świecę w tym słońcu? A może dlatego, że krzyż misyjny, który noszę jest większy od biskupiego? Ksiądz podchodzi, wyciąga rękę i wita mnie:

- Jak się czujesz? – pyta po angielsku.

- Dobrze. A jak Ksiądz się czuje?

- W porządku. Skąd jesteś?

- Z misji Don Bosco CALM. Tu niedaleko. Kira-Mulawa.

- Ale skąd pochodzisz?

- Z Polski.

Na twarzy afrykańskiego księdza pojawia się banan. Znaczy się bardzo szeroki uśmiech. Przemawia do mnie perfekcyjnym polskim.

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Z zaskoczenia krótko się zaśmiałem i odpowiedziałem jak przystało na katolika. Nie mogłem się powstrzymać i zapytałem.

- A Ksiądz jak się nazywa?

- John Baptist Bashobora.

Nie wiem jaki był wyraz mojej twarzy, bo teraz to on się uśmiechnął na nowo.

- Nie poznałem Księdza. A to właśnie Ksiądz.

- Tak to ja- po czym wskazał ręką na ołtarz na znak, że musi iść do obowiązków.

Ks. John Bashobora to jeden z najbardziej znanych charyzmatyków Kościoła Katolickiego. Bóg przez jego ręce czyni prawdziwe cuda. Uzdrawia, wypędza złe duchy… i wskrzesił osobę. A co? Nie można? Nie stawiaj limitów Bogu. W końcu Pismo Święte mówi:

„Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie.” Mk 16,17-18

oraz

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.” J 14,12-14

Teraz sobie przypominam jak Nyerere wrócił z modlitw charyzmatycznych, aż mnie przytulił ze szczęścia. Opowiadał jak to, kiedy modlił się przeszedł obok niego ks. Bashobora z grupą modlitwy wstawienniczej. Po prostu przeszedł. Ale kiedy Nyerere opowiadał to, myślałem, że zniesie jajko ze szczęścia. Co mogę powiedzieć o moim pierwszym spotkaniu z takim charyzmatykiem? Na pewno jest miły, a to przecież bardzo ważne.

Msza święta. Mało rozumiem. Nawet ich angielski jest tak zniekształcony, że łapię co drugie słowo. Łapię za aparat i staram się uwiecznić ludzi i chwile na elektronicznej kliszy. Czas na liturgię czytań. Na lewo od ołtarza ustawia się orszak. Każdy dzierży w dłoni świeczkę. Wszyscy idą w rytm prawdziwie radosnej pieśni. Oczy wszystkich, także moje, utkwione na Lekcjonarzu. Wszystko ma swoją harmonię. Jak szarlotka i lody waniliowe, jak góry i morze, jak piosenki Grechuty i piosenki Grechuty. Pełny wdech. Pierś pełna życia. Czuję. Prawdziwie czuję, Kościół jako Wspólnotę.

IMG_4518

Komunia święta. Ustawiam się w tabunie prowadzącym do kapłana udzielającego Komunię Świętą. Stop! Do siostry zakonnej udzielającej Komunię Świętą? TIA. This is Africa.

IMG_4525

Koniec mszy. Zapraszają na jutro. To znaczy, że koniec? To gdzie były te modlitwy charyzmatyczne? Czuję się zawiedziony. Dzwonię do Nyerere. Jest już w Namugongo. Przecież wszystko się skończyło.  Jak do nas dołączy, będzie wszystko pozamiatane. Kierujemy się do wyjścia. Tam zaczepia nas Nyerere. Opowiadam mu wszystko co było. Oczywiście jest podekscytowany, że rozmawiałem z ks. Bashoborą. W żartach doradzam mu, że jak tak bardzo chce, żeby go ów ksiądz zauważył, to pożyczę mu ten krzyż i przed spotkaniem niech wypije trochę wybielacza.

- Co teraz? Wracamy? – pytam

- Jeszcze nie. Pomodlimy się nad chłopcami, dopiero wtedy będziemy wracać- odpowiada wujek.

- To chodźmy. Musimy znaleźć jakiegoś charyzmatyka – śmieję się, ale mam mocne przeczucie, że znowu się natkniemy na ks. Bashoborę.

Jak myślisz? Spotkaliśmy go?

często zaglądam tu w oczekiwaniu na nowy tekst. Kolejny raz warto było czekać, pozytywnie, bardzo pozytywnie :)
Jasne, że spotkaliście :) :) :)

Też myślę, że go spotkaliście :)
Każdy kto chce może go też spotkać w Warszawie 6.07.2013r
http://www.jezusnastadionie.pl/

Pozdrawiam
Michał

Cieszę się, że mogłam przeczytać ten wpis. :) Miło, że masz jeszcze czas i siłę, żeby dzielić się tym, co dzieje się u Ciebie. Może takich wpisów nazbiera się na całą książkę? ; )
PS: „1. Słowo klucz…CZASAMI… niektóre sytuacje sprawiają w nas ból, męczą… CZASAMI tak po prostu jest… Na szczęście Bóg kocha ZAWSZE!
2. OPIEKUJE… Gdy ciężko, gdy żal, gdy strasznie źle, gdy nie po Twojemu… On się Tobą OPIEKUJE… Zawsze.”

z radością przeczytałam kolejną relację….z Afryki…ks.Bashobora bedzie w Polsce, a konkretnie w Warszawie 6 lipca tego roku…na stadionie narodowym…trwają zapisy..może i ja się zapiszę….a tym czasem Bóg z Tobą….

U mnie w parafii też jest siostra zakonna udzielająca Komunii Świętej, więc niekoniecznie jest to coś dziwnego ;)

Pozdrawiam ;)

Leave a Reply


dziewięć − = 4