Szukamy koszuli 14.02.2013

Nowy rok szkolny, stary plan dnia. Kto mnie zna, wie, że potrafię rano wstawać, jeżeli tego sytuacja potrzebuje. Na misji w Namugongo konieczność jest każdego dnia. I tak oto Bartek zaczyna dzień o 5.40.

Flegma motoryki ciała to codzienny kompan z rana. Spławiam go skutecznie muzyką. Słuchawki dostarczają dźwiękową kofeinę. Źrenice rozszerzone, uszy się otwierają. Czas budzić chłopaków.

6:00 rano. Metalowy pręt nieumiejętnie operowany przez 7-latka uderza w zardzewiałą felgę zawieszoną na drzewie. To nasz gong. To też znak na pobudkę. Płynę przez korytarze domów, w których śpią chłopcy. Nie pozwalam im leżeć, kiedy już ich obudzę. Zasypiają kiedy tylko się odwrócę. Dlatego biorę delikwentów i usadzam ich. W ten sposób sami się rozbudzają.

Dzisiaj nie ma ze mną wujka Paula. Sam muszę wszystko rozruszać. Cztery domy. Budzenie chłopców wymaga ciągłego chodzenia i sprawdzania czy na pewno wstają. W domu numer dwa siedmioletni Peter’a stoi bezruchowo nad swoim materacem. Ubrany tylko w szorty. Wzrokiem szuka czegoś na podłodze.

-Pospiesz się, zaraz musisz iść do szkoły.

Nie reaguje na moje słowa. Zostawiam go w takim stanie. Muszę jeszcze sprawdzić ponownie trzy pozostałe domy. Po 5 minutach sytuacja wydaję się opanowana. Korci mnie jednak, żeby wrócić do „dwójki”. Odwiedzając ponownie widzę Peter’a w tej samej pozycji. Peter nie ma wielu grymasów, specjalnych min. Rzadko też widać uśmiech na jego twarzy. Odczuwam jednak, że jest zakłopotany. Pytam:

- Co się stało?

Brak odpowiedzi. Słońce nie wzeszło do końca, a w korytarzu spalona żarówka. Półmrok. Może coś mu upadło? Intuicyjnie rozglądam się w wokół, ale nic szczególnego nie widzę. W pokoju obok widzę Ronalda, absolwenta podstawówki.

- Ronald, spytaj go w luganda czemu się nie ubiera.

Ronald wymienia kilka zdań z Peter’em.

- Zniknęła jego szkolna koszula- mówi Ronald.

Peter podnosi swój materac z którego spada koc. Pokazuje, że tutaj powinna być jego koszula. Tutaj, czyli między podłogą a materacem. Spoglądam znacząco na Ronalda. Bez słów zaczynamy szukać. W myślach staram ustalić przyczynę zniknięcia. Kradzież? Nie. Po co komu brudna, podarta koszula szkolna w rozmiarze XXS? Ktoś pomylił koszulę i rzucił w nieznane miejsce? To najbardziej prawdopodobne. Patrzę na zegarek w komórce. Peter, ma mało czasu, jeżeli nie chce biec sam do szkoły. Bez pardonu wpadam do dwóch pustych pokojów w celu ich przeszukania. Peter stoi za mną i wszystkiemu się przygląda, a z nim Ronald.  Zaglądam w półki, patrzę pod prześcieradła. W końcu znajduje koszulę w najciemniejszym miejscu pokoju. Dosyć mała, to może być ta, której szukamy. Odwracam się i daję Peterowi. Ten, bez słowa na sam początek ją ogląda, a potem niezdarnie, jak przystało na siedmiolatka zakłada na siebie. Nawet jeżeli nie to nie jego i tak nie ma wyboru. Wszystkie inne koszule zostały już ubrane. Głaszczę go po twardych, afrykańskich włosach. Spoglądam na jego twarz. Nie jest już smutna, nie jest też uśmiechnięta. Czyli humor całkiem niezły jak na Peter’a.

- Gotowy?- pytam.

Siedmiolatek kiwa mocno głową na tak, po czym wychodzi pędem do szkoły.

Dlaczego dziecko jest dla mnie ważne? Dlaczego obce, afrykańskie dziecko jest dla mnie ważne? Pytania, które są tak podstawowe, a zadaje je sobie dopiero teraz. Panie, Ty mnie zmieniasz, czy jedynie odkrywasz moje prawdziwe ja? Mimo egoizmu i odpychającego upartego myślenia troszczysz się o mnie. Jak ogrodnik, który pielęgnuję różę, nie raz doznajesz bólu przez mój grzech, przez moje kolce.

- A może to nie chodzi o to, że róża ma kolce? A może to kolce mają różę? – słyszę w sercu.

Dzisiaj, o 7:04 to siedmioletni Peter jest moją różą. Nie nauką, nie wzorami matematycznymi uświadamiam sobie, że Bóg jest. To brak logiki, maleńkość mojego rozumu przybliżają mnie do Niego. To także Peter ukazuje mi Boga. „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

P1320986

Jak myślisz, który z nich to Peter?/ fot. Wojtek Zawada

 

Jezus ma otwartą kwiaciarnię przez całą dobę. Każda róża jest za darmo. Wystarczy byś przyszedł. Wystarczy, żebyś poprosił o swój kwiatek. Z Jezusem każdy dzień może być Walentynkami. Każdy dzień może być świętem Prawdziwej Miłości. Na co czekasz?

Peter to chyba ten w zielonej koszulce…
Jeżeli chodzi o miłość to czasami trudno ją znaleźś, trudno ją zatrzymać, ale zawsze trzeba próbować, bo co jest warte życie bez miłości?
Trzymaj się mocno!!!

Też myślę, że to ten chłopiec w zielonej koszulce, bo się nie uśmiecha.
Niech Pan Bóg dawca wszelkiej Miłości ma Ciebie i Twoich chłopców w Swej opiece. : )

Też obstawiam na chłopca w zielonej koszulce bo:
- Widać jakieś włosy (a o nich wspominałeś)
- Czerwona koszulka nie przypomina szkolnej
- No i Ten chłopak się nie uśmiecha
:)

Wytrwałości :)

Bartek „W chwili gdy poczujesz w sercu miłość i doświadczysz jej głębi, odkryjesz że dla Ciebie świat nie jest już taki sam jaki był do tej pory” Bóg pozwolił zaznać Ci tej wielkiej miłości i jednocześnie ofiarować siebie tym dzieciakom, które tak bardzo Cię potrzebują. Niech szeroki uśmiech świadczy o Twoim wielkim sercu. Tak trzymać:)

Leave a Reply


osiem − = 1