Simon Peter 7.05.2013

Nic specjalnego. Rutyna oplata mackami moje misyjne życie. Spacerując po CALM przyglądam się chłopcom. Jak fotografię wkładam do mojego pamięciowego albumu twarze urwisów z Namugongo. Uśmiechnięte, błyszczące radością. Tych widzę najwięcej. Są też ponure, smutne. Są to twarze chłopców z raną ulicy, która jeszcze się nie zagoiła.

Simon Peter, osiemnastolatek z gardłowym, buczącym głosem. Na co dzień uczy się w salezjańskiej szkole zawodowej z internatem w Kamuli. Od początku mojej pracy nie miałem z nim dobrego kontaktu. Unikał go i mierzył mnie wzrokiem. Pojedynek charakterów, kto okaże uległość. Jego zdaniem- nie on, moim- nie ja. Sam kiedyś cwaniakowałem przed innymi. Miało mi to dać poczucie własnej wartości. Problem zaczyna się, gdy łamie ogólnie znane zasady i nie uznaje autorytetów. Taka droga prowadzi do zajęcia ostatniego miejsca w grze, która nazywa się „Życie”. Nie chcę, aby Simon Peter był ostatni, dlatego jestem twardy i nieustępliwy. Wiem, że zachowanie chłopaka z Kamuli jest tylko lustrzanym odbiciem radzenia sobie z problemami, które go spotykały na ulicy. Aby zmienić zachowanie Simona Petera muszę go na sam początek złamać. Dobrocią…

Plan jest prosty: za każdym razem, kiedy spotkam Simona Petera powiem mu „Dzień dobry, jak się czujesz?”, a z czasem postaram się pokazać, że zależy mi na nim. Jak postanowiłem, tak zacząłem czynić. Przy każdym powitaniu Simon Peter jednak milczał. Nie zdziwiło mnie to kompletnie. Jest to próba pokazania, że wszystko ma być tak jak on chce i kiedy chce. Biedaczyna. Na gorsze kowadło do prostowania jak „ex-cwaniak harcerz” nie mógł trafić.

Tydzień temu wróciliśmy do zwyczaju „Ostatniego słówka”. W każdym domu przed zgaszeniem świateł wujek prowadzi bardzo krótką modlitwę, czasami też omawiane są problemy domu. Widząc ignorancję Simona Petera moja cierpliwość parowała mi z uszu z ciśnieniem 20 atmosfer.

- Simon! Te spotkania też ciebie dotyczą. No chyba, że nie chcesz być częścią tego domu. Wtedy będziesz spał na zewnątrz.

- Mogę i spać na zewnątrz, mi to obojętne.

Standardowa zagrywka, w której chce pokazać, że nic nie mogę mu zrobić. Jego obojętność ma mu dać nietykalność. Jak on się myli…

- Takich cwaniaków jak Ty to jem na śniadanie. Ja nie mówię o tym, że będziesz spał na werandzie. Mówiąc „na zewnątrz” mam na myśli już nie w CALM. Nikt tutaj Ciebie nie trzyma, wolna wola. Będąc tutaj dostajesz edukację, opiekę, wyżywienie i dach nad głową. Jest to jednak transakcja wiązana. Chcesz być tutaj- przestrzegasz jak każdy obowiązujące zasady.

Gaszę światło i życzę dobrej nocy. W głowie formuje się słuszna idea: pójść do ks. Ryszarda, dowiedzieć się więcej o delikwencie i poprosić o radę. Następnego dnia udaję się do dyrektora placówki i wszystko tłumaczę.

- Ten gość od czasu powrotu ze szkoły, czyli dwa tygodnie, jeszcze się nie pokazał i mnie nie powitał – kręci głową ks. Ryszard. – Musisz być stanowczy, twardy dla tych chłopców. Jeżeli nie wracają na czas, na 22 do domu, zamknij drzwi wejściowe. Jak zbiją szybę, żeby wejść, następnego dnia wezwiemy policję i będzie spotkanie dyscyplinarne. Możesz też wynieść ich rzeczy do biura, niech śpią na podłodze, jeżeli nie chcą się trzymać grafiku dnia.

Wieczór, godzina 21:45. Zbieram chłopców z całego domu na spotkanie. Ani śladu po Simonie. Na zebraniu objawiam „ryśkową nowinę” odnośnie ciszy nocnej. Chłopcy są bardzo niezadowoleni, ale tylko ci, którzy wiecznie się spóźniają. Dochodzimy do konsensusu, że nie będę zamykał domu na noc, ale zabierał rzeczy do biura. Po spotkaniu wszyscy się rozchodzą, a ja gaszę światło. Wtem wchodzi Simon Peter.

-Szkoda, że znowu Ciebie nie było na spotkaniu. – Zaczepiam go w korytarzu – Wiele ważnych informacji omówiliśmy. Dotyczą również Ciebie.

Wyjaśniam propozycję ks. Ryszarda dotyczącą zachowania Simona Petera.

- Róbcie, co chcecie.

- Stary, nie mówię Tobie tego, żeby Ciebie zastraszyć. Nie mam w tym żadnego celu. Zależy mi na Tobie i na tym, żebyś skończył. Możesz nie lubić tego miejsca, ale takie zachowanie nic Tobie nie da. Masz brud za paznokciami, trochę podpadniesz i wylecisz stąd. Bez dyplomu, bez przyszłości, prosto na ulicę. Tyle lat wytrzymywałeś i wszystko pójdzie na marne. Tutaj nie chodzi o nas, tylko o Twoje dobro. To dlatego są takie zasady, a nie inne.

Simon uśmiecha się pod wąsem. Nie wierzy mi. Afrykańczycy reagują uśmiechem lub śmiechem na sytuacje, na które nie wiedzą jak zareagować. W jego mniemaniu nic mu nie można zrobić, niczego się nie boi. To złudna prawda. Simon Peter, jak każda osoba podobnie postępująca, boi się stracić kontrolę nad swoim życiem. Lepiej nic nie mieć, niż być zależnym, żyjąc w strachu, że można stracić to, co się ma. Takie myślenie kształtuje ulica… Bardziej destruktywnego sposobu na życie nie znam. Takie zachowanie niszczy jego i osoby bliskie, troszczące się o niego.

Spoglądam w jego oczy. Samotność, gniew skierowany w moją stronę, że w życiu bardziej mi się poszczęściło. Widzę smutek płynący z efektów jego systemu samozachowawczego. Ma świadomość, że jego rozwiązania są niekorzystne w efektach. Z innych nie korzystał. Wie, że można inaczej, ale to zranione dziecko, które nadal tkwi wewnątrz niego nie pozwala mu. Strach, przed utratą kontroli nad życiem jest zbyt ogromny.

Za 6 dni Simon Peter będzie z powrotem w Kamuli. Moja praca nad nim jednak się nie skończy. Nadal będę mówił mu „Dzień dobry, jak się czujesz”, nadal będę się modlił. Mam nadzieje, że kiedyś Simon zrozumie jak wielką szansę dostał, kiedy zatroszczyli się nim Salezjanie. Może kiedyś dostrzeże pot i wysiłek psychiczny użyte na jego wychowanie. Marzę o dniu, kiedy w oczach Simona będzie można dostrzec autentyczną i długotrwałą radość.

Rozumiem Twoje pragnienie. Czasami trudno jest pracować z kimś, kto myśli, że jesteś dla niego największym wrogiem, a Ty najzwyczajniej chcesz komuś pomóc. Wytrwałości, masz rację, walczyć dobrocią, miłością, a nie złością. A może kiedyś..? : )

Dzięki za tę relację. Czytam i chyba rozumiem. Spotkałam się z podobnymi problemami w brazylijskiej faweli, w której byłam wolontariuszką. Podobnie poranione przez los dzieciaki, którym bardzo chciałoby się pomóc, ale czasem one same uciekają od pomocy. Inne – garną się do ciebie i ofiarują ci całe swoje serce. Powodzenia w dalszych przedsięwzięciach!

Leave a Reply


2 + = siedem