Bójka 29.05.2013

Wieczór, godzina 19:45. Kończymy kwadrans wędrowniczy.

- Iskrę przyjaźni puszczam w krąg, niech powróci do mych rąk.

Razem z uściskiem dłoni słyszę kolejno „be prepared”, czyli po polsku „czuwaj”. Rozwiązujemy krąg i każdy kieruje się do swoich obowiązków- chłopcy po zeszyty, ja otworzyć biblioteczkę. Po 5 minutach każdy chętny ma wydaną książkę. Obchodzę stoliki i uciszam. Przyglądam się również zadaniom z matematyki. Nagle do świetlicy szybkim krokiem wpada Kabanda. Oczy na wierzchu, szybciej oddycha. Wygląda na coś poważnego.

- Wujku, dwóch chłopców się bije!

Zostawiam klucze od biblioteczki jednemu licealiście i bez zbędnych słów wychodzę rozstrzygnąć spór.

- Są w domu nr 5. To Okiato i Luggya – Rzuca Kabanda starając się dotrzymać mi tempa.

Docieram do domu w 20 sekund. Zbiegowisko wokół potyczki. W samym środku Okiato Vincent i Luggya John. Ten pierwszy płacze i trzyma za koszulkę prawie 90 kilowego Johna. Luggya jest w miarę opanowany, ale widać też zdenerwowanie. W płaczu Vincent coś bełkocze. John wymierza palec w przeciwnika, postawą i słowem nie zgadza się z Okiato. Stoję przez chwilę i przyglądam się całej sytuacji, po czym pytam, o co poszło.

- Okiato ukradł ubrania Luggya – odpowiada jeden z chłopców.

- Okiato? – pytam z niedowierzaniem

- Tak, Luggya zostawił ubrania u farmera, aby wyschły po praniu. Okiato je wziął i kiedy John zobaczył jak ten je nosi, zaczęła się…

Bójka! Naszą rozmowę przerwała ponowna wymiana ciosów. Ruszam do akcji. Wchodzę pomiędzy chłopców i staram się rozdzielić. Każdy przynajmniej 15 kg cięższy ode mnie. Okiato nadal trzyma Johna za koszulkę. Odwracam się w jego stronę i mówię, żeby puścił. Chwila szarpania. Vincent puszcza. Jednak nie skończył. Nadal płaczę i w amoku chwyta metalową skrzynię, żeby uderzyć Luggya. Przekroczył granicę, której lepiej nie przekraczać. To niesamowicie mnie zdenerwowało.  John jest gotowy na rundę drugą. Pod wpływem adrenalina przybywa siła. Jedną ręką odpycham Luggya i ruszam na Okiato. Blokuję rękę ze skrzynię i pcham go na ścianę. Zwróconego Vincenta twarzą do ściany przygwożdżam własnym ciałem.  Okiato wyje, ale nie z bólu, lecz z całej sytuacji. Za dużo emocji jak dla niego. Staram się położyć jego na ziemi, ale gryzie mnie w palec. Wpadam w furię. Chwytam za podbródek i ciągnę do tyłu. W tym samym czasie podcinam nogą. 185 cm pada na ziemię. Unieruchamiam go klęcząc na ramieniu

- Nie ruszaj się! – krzyczę.

Okiato wyje i się wierci. 40 sekund zajmuje mu względne opanowanie. Łzy nadal spływają po policzku.

- Puść mnie, nie będę się bił – wyje.

W tym momencie wchodzi wujek Charles. Bierze Luggya na rozmowę. Ja puszczam Vincenta. Zapłakany chłopak wstaje i kieruje się w stronę nieoświetlonego boiska. Nikt go nie zatrzymuje.

Wykorzystuję chwilę i pytam o całość wydarzeń.

- Okiato się bronił mówiąc, że nie ukradł. Zobaczył ubrania w skrzynce innego chłopaka i pożyczył – tłumaczy jeden z chłopców.

W Don Bosco CALM pożyczenie ubrań odbywa się bez pytania. Dobrze, kiedy jest zwrot. Takiej mentalności nigdy nie zaakceptuję. Po wszystkim czuję się nabuzowany a zarazem smutny. Adrenalina nadal trzyma i zmusza do chodzenia to tu, to tam. Miałem nadzieję, że nie będę zmuszony użyć siły względem swoich podopiecznych. Tylko obezwładniłem, ale to i tak było przekroczenie granicy, która zawsze wydawała się daleko. Widok wyjącego Okiatio, kiedy leży obezwładniony na podłodze mam cały czas w głowie. Żal mi tego chłopaka. Zastanawiam się czy wył, dlatego, że dostał mocny łomot od Luggya, a może, bo w jego mniemaniu był oczerniony i upokorzony przed wszystkimi. Piszę „w jego mniemaniu”, ponieważ trzymam dystans do opowiadania się za którąś ze stron.

Cała sytuacja wzbudza we mnie refleksję.  Czy nie przyczyniłem się do bólu Okiato? Czy mój ruch był niezbędny? W czasie trwania całej sytuacji nie myślałem, po prostu działałem. Po paru dniach wszystko się rozejdzie po kościach. Przecież to mała sprawa była. Ale czy na pewno? Boże daj mi mądrość i roztropność, abym lepiej podejmował swoje misyjne decyzje.

przejrzałam tylko trochę wpisów i jestem wzruszona troską o tych chłopców. przebija ona z wszystkiego, co piszesz. cieszę się widząc, że dajesz im z siebie to, co masz
pozdrawiam ciepło

Leave a Reply


× dwa = 12